bydlęta klękają
nastał świąteczny czas, czyli generalna laba, czas obrzarstwa i świętego spokoju. w sobotę urządziłem sobie małą sesję oczyszczenia i wywlekania polskich absurdów przed małą panią architektką i jej amerykaninem, który jak zwykle pewnych rzeczy, dla nas oczywistych - dla niego zjawiskowych, nie jak nie pojmował. ale czemu się dziwić skoro dziwa napataczają się same. niedziela była dniem wydzwaniania z wymuszonymi życzeniami oraz odartą z czcii wizytą na cmentarzu. muszę jednak przyznać, że po raz pierwszy od lat niewiadmo ilu, cały ten ceremoniał przypadł mi do gustu, nadbudowując nad całym wszechogarniającym świątecznym nastrojem. być może wynika to z faktu, że w tym roku, bardziej niż w poprzednim, czas przedświąteczny, spędzałem w znienawidzonej pracy. jednak dla zachowania poczucia równowagi, po wigilijnym chillout’cie zasiadłem do stołu z laptopem, co należy rozpatrywać wyłącznie w kwestii pozytywnej, ponieważ interakcja z wyłączonym człowiekiem tu i teraz jest tak czy inaczej większa niż z wyłączonym człowiekiem za ścianą.
dziś próba sił i spotkanie semi-rodzinne, na szczęście, zacząłęm od wina po śniadaniu (na trawienie), więc w takim tempie powinienem ich znieść bez najmniejszego problemu ;-p
About this entry
You’re currently reading “bydlęta klękają,” an entry on mam wolę
- Published:
- 12.25.06 / 1pm
- Category:
- cynizm i szowinizm, luźne, nieregularnik, popchnięte pierdoły

No comments
Jump to comment form | comments rss [?]