obie strony dymiacej lufy
ja jestem chory. boli mnie gardło, kicham i jest mi cholernie zimno. albo zaraziłem się czyimś bakcylem, albo przewiało mnie wczoraj na tramwajowym przystanku (co by to nie było, należy postawić sprawę jasno - całe biblijne zło jest winą kobiety :-). tydzień był dziwny - skończyły się święta - za chwil parę tzw. długi weekend, a to jedynie świadczy o nieubłaganie płynącym czasie, czasie straconym albo spożytkowanym inaczej, w zgoła inny niż zaplanowany sposób. miałem pisać pracę - miałem kończyć zlecenia. nie wyszło mi zbytnio ani jedno ani drugie. dzieją się za to przedziwne inne rzeczy. jutro pierwszy dzień nowej, ekscytującej i tajemniczej pracy. możnaby się pokusić o twierdzenie, że to krok naprzód, ale wszystkie kroki naprzód zbliżają nas wyłącznie ku jednemu… to będzie moja czwarta praca w kraju, nie licząc chałtur, lewizn i wakacyjnych prac na saksach. nie każdy może się poszczycić takim dorobkiem.a może najzwyczajniej nie ma się czym szczycić, może wystarczy odpędzić od siebie myśli eskalujące kolejne rozczarowanie. może nie warto się nad tym zastanawiać. przecież jak się uda, będzie można nabyć długą listę upragnionych rzeczy.
gwoli wyjaśnienia, dziś niczego nie paliłem - tytuł notki zaczerpnięty z pląsów ben’a harper’a
About this entry
You’re currently reading “obie strony dymiacej lufy,” an entry on mam wolę
- Published:
- 04.22.07 / 9pm
- Category:
- nieregularnik

No comments
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]